/ -Pamiętaj, nie wychodź stamtąd póki nie wrócę . - złapał mój policzek i lekko musnął usta .
- Bądź przy mnie jak najszybciej. - uroniłam kilka łez i wybiegłam z pomieszczenia w którym przebywałam jakiś miesiąc. /
Siedziałam na łóżku i wspomniałam jak zostałam porwana, kogo poznałam.
- Nigdy Cię nie zapomnę . - szepnęłam po czym wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam.
/SEN/
Weszłam do pomieszczenia w którym się znalazłam. Moje oczy ujrzały chłopaka, który mnie uratował. Rzuciłam się na niego i mocno przytuliłam.
- Wiedziałam, że kiedyś Cię odnajdę .
- Kocham Cię, Chanel.
/ KONIEC/
- Chanel ! - obudził mnie ten piskliwy głos, znowu. Była to moja opiekunka z Domu dziecka.
- Źle się czuję. - mruknęłam.
- Złotko, coś się dzieje ? Cały tydzień to jesteś chora, to źle się czujesz... - powiedziała przejętym głosem, ufałam jej, ale nie mogłam powiedzieć, że myślę o chłopaku, który mnie porwał. Obiecał tyle " gwiazdek z nieba".. a w efekcie nie dostałam nic. Strasznie za nim tęsknie. Jestem sama z tymi problemami, mogłabym komuś o tym powiedzieć, ale oni nie zrozumieją.
- Uważasz, że stwierdzenie " Żyjemy jak marzymy - samotnie " Jest prawdziwe ?
- Są takie przypadki, to oczywiste, że ludzie.. - westchnęła głośno. - każdy jest inny, ale wszyscy powinni być szczęśliwi na przekór wszystkiemu, mała. - pogłaskała moje czoło po czym dodała. - Kochana, ale musisz iść do szkoły, wstawaj. - pociągnęła mnie za rękę, na co się podniosłam z wymuszonym uśmiechem. -Od początku roku byłaś pierwszy tydzień w szkole, popraw mi się. - jej śmiech rozniósł się po całym pokoju, była tak pozytywną osobą, że można było to wyczuć z daleka.
- Och, dopiero trzeci tydzień się zaczął. - jęknęłam, ale wstałam do szafy i wygrałam zestaw ( KLIKNIJ ) .
Wyszłam z pokoju na śniadanie. Było świetne jak zawsze zresztą.
Po kilkunastu minutach byłam na przystanku tam czekałam na moją przyjaciółkę, niestety przed nią zjawiła się grupa tych nadętych bogaczy, każdy z nich ostro imprezuje, ćpa i pali. Wszystko nielegalnie, najgorsze są laski, kręcą tyłkiem przed każdym.
- Ładne buty, wyprzedaż w szmateksie ? - syknęła żałośnie jedna z dziewczyn, o imieniu Rose. Spojrzałam na Nią tylko i się odwróciłam.
- Dajcie jej spokój. - mruknął jakiś męski głos, mam urojenia, bo wydaje mi się, że go znam. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, chłopaka, który mi tyle obiecywał, tak bardzo pomógł, o którym myślałam całe tygodnie.
Szatyn stał wpatrzony w moje oczy. Wyraz twarzy miał " przepraszający " tak, coś w tym stylu, przepraszał. Oczy mi się zaszkliły po czym się odwróciłam, zdecydowałam, że pójdę do szkoły sama, pieszo.
- Chanel ! - krzyknął za mną ten sam głos. Nie odwróciłam się, lecz zaczęłam szlochać. Chłopak złapał mnie za rękę i odwrócił. - Porozmawiaj ze mną..
- Puść mnie. - szepnęłam ze spuszczoną głową. Justin zmusił mnie do popatrzenia na niego, kiedy podniósł mój podbródek.
- Nie płacz z mojego powodu. - przytulił mnie, bardzo mi tego brakowało, przez miesiąc kiedy tam przebywałam, siedział ze mną cały czas, śmiał się wygłupiał, przytulał, całował. Wszystko...
- Brakuję mi ciebie. - wyszlochałam i spojrzałam mu w oczy.
- Chanel, ja chciałem do ciebie przyjechać, ale oni zaczęli coś podejrzewać, później ty "zniknęłaś".. Przepraszam, naprawdę. Cały czas udawałem, że Cię szukam oni mi uwierzyli. Pozwól mi wszystko wyjaśnić. - powiedział po czym pocałował mnie w czoło, widziałam miny tych irytujących dzieci. Byli w szoki, a Rose kipiała ze złości.
- Chanel ! - usłyszałam piskliwy głos mojej przyjaciółki. Madison.
- Wybacz, muszę iść. - powoli wyślizgnęłam się chłopakowi i ze łzami w oczach odeszłam.
Spacerowałam z Madison do szkoły.
- To był Justin Bieber, boże przytulał Cię, matko kim on dla ciebie jest ? - cały czas mówiła podekscytowana. - Jeśli miałabym się z kimś przespać, to tylko z nim. Bieber.. - westchnęła. Na co musiałam się zaśmiać, ale po chwili spoważniałam.
- Nikim dla mnie nie jest, boże Madison, co się z Tobą dzieje ? Gdzie twoja złota zasada " seks po ślubie " - wybuchnęłam nieopanowanym śmiechem.
- Boże, Chanel przestań, z nim mogłabym przed. - zarumieniła się, ale cały czas podekscytowana.
- Co on w sobie ma ? - spodziewam się odpowiedzi " Hello, Chanel, co z Tobą ? " , taką też otrzymałam.
- Chanel, co z Tobą ? On jest chodzącym seksem, nie mów że tego nie zauważyłaś. - mruknęła, bo banda bogaczy się zbliżała. Byliśmy już przed szkołą, mój wzrok niekontrolowanie skierowany był na Justina. Rose była do niego przytulona i do mnie mrugnęła. Fałszywa suka.
- Boże, jest seksowny i ma wspaniałą osobowość, jest taki delikatny i uczuciowy i wtedy czułam się przy nim cudownie.. - powiedziałam nieświadomie i położyłam rękę na ustach. - Nie powiedziałam tego ?
- Chanel ! KIEDY ? - krzyknęła, przez co Bieber się na nas spojrzał i szybko puścił Rose. Ominęłam obojętnie Madison i udałam się do szafki.
- Nathan ? - krzyknęłam prawie płacząc ze szczęścia. Chłopak, który stał obok mojej szafki spojrzał się w moją stronę i rozłożył ręce. Podbiegłam do niego i szybko się w niego wtuliłam, chłopak mnie podniósł.
- CO ty tutaj robisz ? - Nathan był moim przyjacielem, prawie jak brat. Pół roku temu opuścił dom dziecka.
- Przeniosłem się tu dla ciebie. - szepnął, i mnie objął ramieniem.
Udałam się z nim na boisko szkolne, jest tam taki jakby park. Usiedliśmy na ławce.
- Opowiadaj. - uśmiechnął się ciepło.
- Eh, we wakacje zostałam porwana, i tam poznałam kolegę porywacza, pomógł mi uciec. Cały czas spędzałam z nim i dowiedziałam się, że coś do niego czuję, a on chodzi tutaj do szkoły. - zaśmiałam się sarkastycznie.
- Porywacz ? Chanel, cholera nie ! - syknął, przez co Justin do nas podbiegł.
- Chanel, on Ci przeszkadza ?
- Nie, jest okej. - uśmiechnęłam się, a szatyn posłał Nathanowi mordercze spojrzenie. - Chodź ze mną pograć.. - zanucił dziecięcym głosem i mnie pociągnął za rękę, na co wpadłam mu w ramiona.
- Nat idziesz z nami ? - Justin mnie podniósł i nie dał Nathanowi odpowiedzieć, po chwili byliśmy na boisku do koszykówki.- Justin ! - zaśmiałam się.
- Umiesz grać ? - zapytał łapiąc piłkę od swojego kumpla.
- Nie za bardzo. - sapnęłam.
Po kilkunastu minutach byłam wyczerpana.
- Muszę iść do szkoły ! - powiedziałam podając mu piłkę.
- Możesz jeden dzień opuścić. - objął mnie w talii i przyciągnął.
- Nie, Nathan na mnie czeka i nie mogę go zawieść, zmienił szkołę, żeby się mną zająć.
- Kim on dla ciebie jest ? - mruknął zbliżając się do mojej twarzy.
- Przyjacielem, jest jak brat. - jąkałam się.
- Chanel zaraz lekcje ! - krzyknął Nathan.
- Widzisz muszę. - stwierdziłam pewna siebie i podbiegłam do Nathana.
Szatyn już po chwili do nas dołączył. Próbował mnie objąć ale się odsunęłam, nie zaufałam mu wystarczająco. Tęsknie za tym jak się mną opiekował wtedy, kiedy zostałam porwana, ale mnie zostawił. Zresztą Rose, jest dla niego idealna...
Po skończonej przerwie udałam się do klasy na biologię . Jak się okazało tą lekcję miałam z Justinem.
- Ty jesteś Chanel ? - zapytał nauczyciel, właśnie on mnie nie znał.
- Tak, dzień dobry. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Słuchajcie wszyscy to jest Chanel, nowa uczennica. - powiedział do klasy, po czym rozejrzał się po klasie. Jego wzrok zatrzymał się na Justinie i Rose.
- Rose aniołku, usiądź z Tyler'em. A ty Chanel usiądź z Justinem. - spojrzałam na niego nie dowierzając. Na twarz Justina, wkradł się uśmiech czyli coś planował. Zajęłam miejsce obok niego.
- Chanel.. - mruknął przez śmiech.
- Przestań.
- Pójdziesz ze mną nad jezioro, po szkole. - złapał moją dłoń.
- Zastanowię się... - powiedziałam obojętnie a chłopak położył swoją rękę na moim kolanie.- Justin. - jęknęłam przez śmiech.
- Bieber, jeśli chcesz się z nią umówić to po lekcjach proszę. - rzucił radośnie nauczyciel.
- To już załatwione. - mrugnął w stronę mężczyzny, a ja się zarumieniłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz